Tuesday, September 4, 2012

13.10.1999

Jezu Chryste- jak ja Cie kocham. Zwykla, ludzka miloscia. Jednak jakze wzruszajaca. Pragne bys mnie przytulil. Tak mocno, mocno, z calej sily. Bym poczula sie mala, malutka, jak najmniejsza i taka bezpieczna, prawie niewidoczna. Spokojnie wtulona w Twoje ramiona. Dzis tulic mnie bedzie conajwyzej miekka poduszka, i noc i sen, co nie zna czasu.

1998 SOWY

Gdy bylam mala dziewczynka zamkieto mnie w szafie i zgubiono klucz. Ludzie mowia, ze utopil sie w jeziorze i zjadly go rekiny.
Czesto wygladalam przez dziurke od klucza bezwstydnie podgladajac ptaki. "Chcialabym miec skrzydla" mowilam do dlugiej sukienki, a ona tylko z usmiechem kiwala kolnierzem. "Tak, tak, kiedys odlecisz, jeszcze tylko tysiac lat."
Najgorsze byly wieczory. Wtedy z mojego umyslu wylatywaly olbrzymie sowy i rozszarpywaly moje cialo. Zjadaly je kawalek po kawalku, a napelniwszy brzuchy znikaly z powrotem w pamieci.
W dzien liczylam palce u rak i skrupulatnie notowalam liczbe w pamieci. Co dzien palcow bylo o jeden mniej, wciaz ubywalo mi rak. Ludzie mowili: "Jestes kaleka" i wyganiali spiace sowy z dziupli, a one, pijac poranna kawe, umawialy sie, ktora zaatakuje pierwsza.
I tylko raz, gdy zakwitla wiosna, z mej glowy wylecialy skowronki. Obrzucily mnie kwiatami i zaspiewaly sto lat. Jeden z nich przyniosl tort z wielkim napisem "WOLNOSC". Sowy byly wsciekle. Biczowaly sie nawzajem zganiajac wine jedna na druga. A ja juz spalam. Skowronki odlecialy, musialy budowac gniazda. A ja zostalam sama. A samotnosc tworzyla sowy, a sowy tworzyly samotnosc. Koszmar, powiecie. Takie sa realia wiezienia, nie skazujcie mnie na nie.

29.08.1999

Dzis wieczor do snu znow tuli mnie tylko zimny wiatr. Jedyne co mi daje, to chlod. Znow jesien w mojej glowie, znow spadaja i gnija liscie z drzew. Tak jak szczescie.. bylo i ucieklo. Powroci, by ogrzac zmarzniete dlonie, by obudzic usta z zimnego snu. Pada deszcz w mojej glowie, w moich oczach. Rece bladza w powietrzu, szukaja pocieszenia, odnajduja tylko tesknote. Gdzie jestes, Ukochany moj? Czy jest Ci zimno? Mi tak, jak zawsze, gdy Cie nie ma.

18.08.1999

Kolo kosciola napis: "Uwazajcie na upadle anioly- sa zle, sa wszedzie, kusza wygladem, wonia, dzwiekiem. Jak siedem grzechow glownych.". W okol mojej glowy lataja upadle anioly. Smieja sie do mnie. Jest blogo i przyjemnie. Sa mymi przyjaciolmi. W noce tesknoty tylko one spiewaja na dobranoc. W wieczory zwatpienia to one trzymaja za reke. Moje demony ciemnosci. Sa we mnie. Kosciol ostrzega przede mna ludzi. Zyje we mnie przyjaciel- pasozyt- siedem grzechow glownych.
Jest tylko jeden aniol w mym pokreconym zyciu. Jedyny drogowskaz prowadzacy wprost w objecia szczescia. To ty! Gdzie jestes Zbawicielu? Brakuje mi tych wspolnych wieczorow. Pamietasz? Kocham z Toba rozmawiac. Gdzie jest Twoj glos, Twe kochajace spojrzenie? Gdzie?
W pogoni za przygoda opuscilam Eden. Chce wrocic. Tego pragnienia nie zmienia zadne anioly z tego i nie z tego swiata. Chocby milosc bylaby juz tylko wspomnieniem, zawsze, ale to zawsze bede chciala wrocic. Bede wtedy probowac odbudowac Eden, nasz raj, nasza milosc.

24.02.1999

Licza sie tylko chwile. Szkoda, ze nie mozna zachowac ich na zawsze. Beda jedynie istniec w pamieci i w sercu. Zostawia rowniez slady swych stop na samotnej podlodze - duszy.
Gdybym byla bogiem, gdybym nagle dostala ten awans. Przytrzymalabym wskazowke wielkiego zegara, przybila ja gwozdziem do tarczy. Wtedy dopiero chwila stalaby sie wiecznoscia.

19.02.1999

Po schodach wylozonych czerwonym aksamitem schodzi mala dziewczynka. Wyglada niewinnie, lecz w raczce trzyma noz. Stapa bardzo powoli. Uwazajac, by nie potknac sie o zaden stopien. Jestesmy na dole. Oko w oko ze smiercia. Zlozmy swe rece, pomodlmy sie. A wtedy moze wiecznosc zjedzie winda.

18.02.1999

Pewnej nocy ujrzalam ciemne niebo. Opowiadalo mi swoje tajemnice. Gdy zostalo juz zupelnie nagie, bez zadnej nieodkrytej, niezdradzonej gwiazdy, zaczelo spadac. Zalalo swym obliczem morze, zawalilo gory, wzburzylo krew we wszystkich swietych. Wciaz czuje je na glowie. Upajajacy ciezar. To milosc. Czujesz to samo, moj skrzydlaty aniele? "Tak", odpowiedzialy Twoje oczy. Wiec chwycmy razem za konce czasu i wytrzepmy z niego cala pustke, cala tesknote, caly bol. Stworzmy raj, tylko dla nas. I dla naszego ciemnego przyjaciela. On zamieszka z nami. Polaczy nasze rece i opeta umysl. Czas juz nas nie zdradzi.